W tej chwili zaczął w jej dziwnie rozkołysanej głowie szumieć pożar i błysnął przed jej oczami.

„Aha! już wiem...”, pomyślała. „Uratowałam z ognia jakieś dziecko... Ja poparzyłam się, a Drab, biedaczysko, usmażył się na amen”.

— Mamusiu!

— Co, córeczko? Lepiej ci?

— Mnie jest zupełnie dobrze. Czy tatuś bardzo się gniewa?

— Nie gniewa się, ale bardzo się przestraszył. Wszyscy bardzo przestraszyliśmy się, a ciocia Amelia zemdlała.

— Daj jej, Boże, zdrowie. A mamusia bardzo zagniewana? Przecież ja musiałam ratować dziecko!

— Dlaczego ty? Tam był tłum ludzi.

— Tak, ale potracili głowy.

— A ty mogłaś swoją utracić na zawsze.