— Weźmiesz, bracie, czarną kurę. Nie może być ani biała, ani czerwona, tylko czarna. Niech ją baba zarżnie o świtaniu, a potem niech za siebie splunie trzy razy. Jakby splunęła cztery razy, to nie będzie ważne. Słuchajcie dobrze! Potem tę kurę musi gotować przez dwie godziny, a kiedy będzie miękka, niech ją podzieli na trzy części i trzy razy niech wam to da do zjedzenia. Ale nim ją, bracie, zjesz, powiedz przedtem: „Twoje zdrowie, moje zdrowie!”. I tyle. A jak sobie zjesz wszystkie kury, które masz, będziesz zdrów jak sam pan starosta.
Ksiądz proboszcz mówił do doktora:
— Czy konsyliarz69 zmysły postradał czy co? Po co doktor ludzi ogłupia i każe im pluć trzy razy po zarżnięciu kury? Czy chłop bez tego nie może jej zjeść?
— A właśnie, że nie — odpowiedział doktor. — Najpierw dlatego, że mu jej będzie żal, a następnie, co to za wielka sztuka zjeść kurę! I jaki ze mnie doktor, co zamiast proszków zapisuje kurę, którą można sprzedać i coś z tego mieć. Ale ja znam swoich pacjentów. Skoro musi być czarna, przy jej zarżnięciu trzeba diabelskie zaklęcia gadać do niej po nagłej i niespodziewanej śmierci, w takim razie coś tym jest. To takie niewinne czary, księże dobrodzieju, ale chłop pożywi się i wyzdrowieje.
— A dlaczego ma być potem zdrów „jak sam pan starosta”?
— To też hasło proste. Jeśli powiem chłopu, że będzie zdrów jak ryba, wcale mu nie przemówię do wyobraźni. A starosta to trochę więcej niż ryba.
Ksiądz machnął ręką z wielką rezygnacją, a doktor Lipień leczył na swój sposób i doskonale leczył. Kiedy musiał zapisać proszki, które trzeba było połykać co dwie godziny, najprzedziwniejsze do tego zabiegu wymyślał ceregiele.
— Pierwszy raz — mówił — zażyjesz, kiedy w kościele odprawiają mszę świętą. Wtedy to najbardziej pomaga. Potem patrz, kiedy dzieci idą do szkoły. Wtedy staniesz tyłem do słońca i znowu weźmiesz proszek. Trzeci raz wtedy połkniesz, kiedy usłyszysz gwizd lokomotywy na kolei, a czwarty raz, kiedy w kościele zadzwonią na południe.
I tak aż do nocy, a chłop, niemający zegara, nie opóźnił pory ani o minutę. Bo jakże tu nie wierzyć takiemu lekarzowi, co każe tyłem stawać do słońca? Żaden nie kazał, a ten — tak. Już on tam swoje wie! Tajemnica to wielka rzecz, a bez czarów najlepszy proszek nikomu nie pomoże.
Irenki w ten sposób nie leczył, lecz mówił po prostu: