— Proszę pana — mówiła głosem dość bladym — czemu pan tak na mnie krzyczy? Muszę z panem omówić bardzo ważną sprawę i nie wyjdę stąd, dopóki mnie pan nie wysłucha. Nie przyszłam ani kraść, ani żebrać. A jeśli pan będzie tak na mnie krzyczał albo zechce mnie stąd usunąć siłą, wtedy zemdleję i będzie pan miał wielki kłopot.
Tamten otworzył usta w niezmiernym zdumieniu.
— Pawle! — wrzasnął w stronę drzwi.
Zjawił się Paweł jak duch z mroków. Ewcia patrzyła i słuchała z lękiem.
— Ta panna chce tutaj zemdleć. Słyszysz? Weźmiesz pogrzebacz z pieca i rozpalisz go na gazie do czerwoności. Miej go w pogotowiu! Skoro ta panna zemdleje, zdejmiesz jej obuwie i przypalisz pięty. Idź i czekaj, aż zawołam.
Zwrócił się potem do Ewci.
— Czy ona słyszała?
— Ona słyszała — odrzekła Ewcia.
— A teraz pójdzie sobie?
— Nie!