„Czuj duch!”, pomyślała Ewcia. „Teraz się zacznie”.
On wstał i znowu usiadł, jakby sam nie wiedział, co począć. Zdaje się jednak, że coś wreszcie postanowił.
— Kto panienkę tu przysłał? — zapytał szybko.
— Nikt. Ja przyszłam sama.
— Po co? Proszę mówić prawdę!
— Z interesem.
— Ja nie robię żadnych interesów, więc dlaczegóż właśnie do mnie?
— To długa historia... Jeżeli pan pozwoli...
— Na nic nie pozwolę! Słyszy pani?! Na nic! W tym wszystkim jest jakieś krętactwo! — krzyczał coraz donośniej. — Jestem za stary wróbel... A panna jest zbyt młoda, aby umiała zręcznie cyganić. Rozumie pani? Nie chcę słyszeć o niczym! O niczym! O niczym! Czy panna zrozumiała?
Ewcia patrzyła na niego spokojnie, chociaż nogi pod nią drżały.