Liczyłem na to, że zwyczajem rodzimym na dziesięć osób rodzaju żeńskiego jest siedem Zofii.

— Kiedy ja wcale nie jestem Zosia! — zaśmiała się panienka.

— A wolno wiedzieć, jak pani na imię?

— Wolno! Tatuś nazywa mnie Wu, a koleżanki nazywają mnie Miki...

— A jak mama?

— Ja nie mam matki — rzekła ona cicho. — Moja matka umarła, kiedy miałam osiem lat.

— Biedactwo — szepnąłem.

Spojrzałem serdecznie i tkliwie na jej twarzyczkę, co nagle zgasła, dziewczynka zaś podziękowała mi ślicznym, smutnym uśmiechem.

— Mam na imię Ewa — powiedziała. — A nazywam się Tyszowska.

— Tyszowska? Znam to nazwisko. Jest głośny lekarz bakteriolog...