— Szyba została stłuczona twoim butem!
— Moim butem, ale ja nie mierzyłam w szybę, tylko w poetę od siedmiu boleści.
— Nic mnie to nie obchodzi! Po raz trzeci naraziłaś mnie na pośmiewisko wobec jakiejś pannicy.
— Ja? Ja w nią rzucam różami, a ty butem. Ale wszystko jedno... Musimy zapłacić za szybę i zapłaćmy po połowie. Dobrze? Mama ucięła sobie drzemkę, więc chodźmy teraz do tej panienki...
— Nigdy — zawołał Jerzy gwałtownie. — Nienawidzę panienek! Po co w ogóle to tałatajstwo wałęsa się po świecie i zatruwa ludziom życie?
— Naprawdę? — uśmiechnęła się Ewcia niewinnie. — Jureczku.. Przepraszam za pytanie. Czy ty się nigdy nie kochałeś?
— Ja? Cha! Cha! — zaśmiał się Jerzy jak szatan z Siedlec98 albo z Radomia99.
— Ach, więc nigdy? A mnie mówiono...
— Kto ci mówił? — zapytał malarz, czerwony jak zachód słońca, zrobiony akwarelą.
— To obojętne. Mówiono mi, że pewien znakomity, choć długonogi, malarz bardzo się kochał w pewnej panience, ale ona powiedziała, że wolałaby skoczyć z dziesiątego piętra, niż wyjść za malarza.