— Ewuniu! Złota Ewuniu! Jesteś! Szukaliśmy cię u Szymbartów... A ty tu... Ewuniu! Dziewczyno najdroższa!
Ewa spojrzała na niego wzrokiem, w którym było dwie piąte strachu i trzy piąte obłąkanej radości.
— Wszystko w porządku? — zawołała.
— W porządku! — wrzasnął Jerzy i chwyciwszy ją w objęcia, zaczął całować.
— Przestań! — krzyknęła Ewa. — Przestań, małpiszonie!
A że on nie chciał przestać, dodała:
— Przestań, bo powiem Basi!
Wtedy dopiero — jak gdyby w niego piorun trzasnął — wypuścił ją z objęć tak gwałtownie, że usiadła na ziemi.
16 VIII 1940 r. Warszawa