„Milcząc, żwawo jedli”55, lecz malarz zwracał większą uwagę na część drugą spostrzeżenia wieszcza Adama56. W milczeniu nie wytrwał zbyt długo. Gadał o wszystkim do Ewci, do usługującej panienki, do grubej pani za bufetem, do psa, do obrazu na ścianie, wreszcie sam do siebie. Każde zdanie pokropił złotym deszczem śmiechu. Od czasu do czasu patrzył jednak bystro w twarz Ewci, jak gdyby czegoś od niej oczekiwał i jakby własną gadaniną chciał ją zachęcić do mówienia.
Ewcia milczała. Widać było wyraźnie, że coś waży w duszy i nad czymś rozmyśla. Kilka razy zdawało się, że już słowo jak złota pszczoła drżało na jej ustach, lecz natychmiast odlatywało jak owad. Teraz dopiero dziewczyna poczuła znużenie po niezwykłych przejściach i po gorączce porannych godzin. Ze znużenia narodził się smutek i nieporadne przygnębienie. Myślała, że się rozpłacze. Niedawna podniecona wesołość zagasła jak nikłe światełko. Niezmiernie miły jest ten młody człowiek, lecz zbliża się chwila, kiedy on pójdzie swoją drogą, a ona swoją — tylko jaką? O, jak łatwo jest uciec, jak trudno jest uciekać!
Nagle malarz spojrzał w jej oczy głęboko i rzekł ściszonym głosem:
— Odwagi, dziewczyno!
Zdawało się jej, że malarskimi, bystrymi oczami widział każdą jej myśl.
A on mówił niemal szeptem:
— Skoro pani wyskoczyła przez okno, musiała pani mieć ku temu ważne powody. Nie wygląda pani na taką, co skacze z pieca na łeb dla samej przyjemności skakania. Teraz jednak nie należy płakać...
— Przecież ja nie płaczę — odrzekła Ewcia niepewnie.
— W tej chwili nie, bo nie chce pani wlewać łez do mleka, ale dam sobie uciąć nikomu niepotrzebną głowę, że stanie się to niechybnie o siódmej trzydzieści trzy. Kobiety najobficiej płaczą rano i o zmierzchu. Ja rozumiem doskonale, że pani się musi wypłakać, bo inaczej byłby to stracony dzień, ale niech to pani na jakiś czas odłoży. Ewo, córko Hieronima! Nic a nic mnie nie obchodzi to, co się stało, ale nie pozwolę, aby się miało stać coś, czego można uniknąć. Dokąd się pani wybiera?
Pytanie to wygłosił tonem tak groźnym i tak nagle, że Ewcia odrzekła bez namysłu jak przestraszony uczeń, odpowiadający nauczycielowi: