Kreatura zsunęła się niechętnie i wrogo na mnie spojrzawszy, ułożyła się na dywanie.

Sprawa z psem była jako tako załatwiona, czekało mnie jednak gorsze przejście z „zadartym nosem”. Jestem człowiekiem niepospolicie spokojnym i opanowanym, jak gdyby mnie w młodości trzymano w lodzie, z trwogą przeto myślałem o tym, że zostałem osaczony i że będę się musiał bronić jak dzik w leśnym ostępie. Spojrzałem na panienkę spode łba i w tejże chwili poczułem gniew: patrzyła na tragiczną moją dostojność ze ślicznym uśmiechem, który wyrastał z dwóch dołeczków na zuchwałym jej obliczu. Pannica raczej brzydka, a uśmiech naprawdę prześliczny i jakiś taki miękki, tkliwy i czuły, jakim się poranne, wiosenne uśmiecha słońce. Niemądre moje serce już się chciało uśmiechnąć do tego uśmiechu, lecz w sam czas powstrzymałem je groźnym napomnieniem. Ja nie dam się oszukać tak łatwo... Za stary wróbel jestem na takie złociste plewy. Nie, moja panienko! Znam te zgoła diabelskie sztuki, którymi osoba rodzaju żeńskiego, mająca choćby tylko lat szesnaście (i psa), umie zwieść nawet mędrca. Za takim uśmiechem kryć się może przemyślny podstęp i misterne szalbierstwo11. Cygan nie ocygani tak Cygana, jak to snadnie12 i bez najmniejszego trudu może uczynić figlarna osoba, mająca w twarzy dwa dołeczki.

Nastroszyłem się jak jeż i rzekłem głosem suchym jak pieprz:

— Czemu się pani śmieje?

— Bo mi bardzo wesoło, proszę pana! — odrzekł „zadarty nos”.

Nawet w gniewie nie mogłem odmówić słuszności tym słowom, z których każde było radosnym wykrzyknikiem. Postanowiłem jednak, że będę nieustępliwy i zamienię każde moje słowo w ostry sopel lodu. Zanim jednak zdołałem je zamrozić, panienka z niebywałą i podejrzaną zręcznością zmieniła tonację i powlókłszy głos warstwą smutku, powiedziała, patrząc mi prosto w oczy:

— Czy pan się na mnie gniewa?

Zacząłem się zastanawiać, czy się gniewam.

— Bo jeśli się pan gniewa, to ja sobie pójdę. Ale przedtem się rozpłaczę! A skoro ja beknę, to się tu zleci cały dom.

— Niech pani nie płacze! Wcale się nie gniewam. Trochę mnie ten pies wyprowadził z równowagi, ale już mi przeszło...