— Biedny Cesarz! — powtórzył smutno profesor. — Piszą w pamiętnikach, że gdy w grudniu 1812 roku pędził w saniach w stronę Warszawy, pognębiony i zrozpaczony, zatrzymał się przed mizerną karczmą w Oszmianie249. Zziębnięty na kość, zażądał grzanego wina. Skąd tu wino? Ale jest mleko. Wtedy zawołał: „Eh, bien! Donnez du mleko!250. Wyraźnie i po polsku powiedział „mleko”! Tak, tak, Piotrusiu! Koza Amaltea251 wykarmiła swoim mlekiem Jowisza, a oszmiańska krowa miała zaszczyt... Zresztą nie mówmy o tym, bo mi się serce kraje... Jakie masz zamiary?

— Najpierw pragnąłbym opowiedzieć o wszystkim państwu Gąsowskim...

Profesor machnął ręką.

— Mój brat powie, że wszystko jest łgarstwem, a pani bratowa rozpłacze się, bo to smutne. Ale gadaj, skoro chcesz...

Wbrew przewidywaniu matematyk okazał żywe zajęcie252.

— Pierwszy raz słyszę o tym! — zahuczał.

— Trudno było słyszeć, wygnawszy historię na strych — mruknął profesor. — Lecz co o tym myślisz?

— Myślę, że dwa a dwa jest cztery!

— Jest to wielkie matematyczne odkrycie, co jednak ma oznaczać?

— To, że Francuz pozostawił w naszym domu tajemnicę. Dodaj jego zachowanie się do wzmianki na temat drzwi, a będziesz miał rozwiązanie. Jedno z drugim dziwnie się łączy! Francuz z roku 1813 i ten Francuz z roku 1937253 mają ze sobą coś wspólnego. Czy nasz młody przyjaciel jest również tego zdania?