— Dziwna historia — zahuczały basem organy. — Czy pan uwierzy, że w tym domu wciąż nam kradną drzwi? A dzisiaj...
— Boże drogi! — wrzasnął Adaś i odwróciwszy się, spojrzał z przerażeniem w stronę okna. — Pali się!
— Gdzie?... Jak?... Co?!... — krzyknęła pani Gąsowska.
Porwali się wszyscy od stołu i biegli. Matematyk ryczał jak tur:
— Ludzie! Na ratunek!
Za drzwiami Adaś chwycił go za rękę i szepnął:
— Nigdzie się nie pali... Nie mogłem inaczej...
— Oszalałeś, chłopcze?
— Niech pan przed tym obcym nie mówi ani słowa o drzwiach z domku.
Ponieważ matematyk zaniemówił ze zdumienia, więc jego oczy zaczęły krzyczeć, też basem: