— Powinno się dzisiaj w nocy udusić tego człowieka — rzekł głucho staruszek.
— Kogo? — z niepomiernym zdumieniem zawołał Adaś. — Pańskiego brata?
— Ech, nie! Mojemu bratu niech broda lekką będzie. Ale tamtego. Jeżeli to jest opryszek, będziemy mieli ciężkie życie. Jak myślisz?
— Myślę, żeby się przede wszystkim przekonać, czy się nie mylimy.
— A sposób?
— W bardzo łatwy sposób. Niech pan profesor poprosi go jutro, aby domalował oko pańskiemu pradziadkowi. Jeżeli to naprawdę malarz, uczyni to chętnie.
— Znakomicie!
— Poza tym — mówił Adaś ściszonym głosem — będziemy go pilnowali. Ale i on się będzie pilnował, jeżeli to figura255 podejrzana. Czy pan profesor może słyszeć, co się dzieje za drzwiami, w jego pokoju?
— Słyszeć tobym mógł, gdybym czuwał. Ale ja podobno gadam przez sen i sam sobie przeszkadzam. Czy mamy czuwać tej nocy?
— Szkoda snu. Pan profesor jest po wczorajszym naszym gadaniu niewyspany, a ten jegomość zabawi tu podobno kilka dni. Mamy czas!