— Mamy czas! — powtórzył staruszek czarnym głosem z brzucha, jakiego używają sprzysiężeni obradujący w podziemiach, aktorzy udający krwawych nędzników, brzuchomówcy, upiory straszące w starych zamkach i kolędnik z szopki, co odgrywa Heroda, mordercę niewinnych dziatek. — Lecz czuj duch! — dodał i podniósł ostrzegawczo palec. — W domu jest wróg!
Z zachowaniem całkowitego ceremoniału spiskowca, jakoby jeden ze stowarzyszenia „braci z Ajaccio”256, których podobno lękał się sam Cesarz, wymknął się z izdebki Adasia i jak bezszelestny cień przemknął przez ciemne pokoje. Znalazłszy się w swoim cubiculum257, przyłożył ucho do drzwi, za którymi wróg otrzymał mieszkanie. Wprawdzie panowała tam głęboka cisza, lecz pan profesor szepnął sam do siebie:
— Zdaje mi się, że zgrzyta zębami.
Położył się na łóżku, lecz postanowił czuwać. Wkrótce jednak śniło mu się, że wydoiwszy krowę ze złoconymi rogami258, podaje na klęczkach Cesarzowi dzbanek burzącego się mleka, a wzruszony Cesarz zdejmuje z własnej piersi Krzyż Legii Honorowej, przypina go na piersi profesora i woła: „Per Baccho! Voilà un brave Polonais!”259. Potem zażył tabaki i kichnął tak potężnie, że pan profesor zbudził się w trwodze. Noc była głęboka i owita ciepłą, letnią ciszą.
„Coś musiało upaść” — pomyślał pan profesor.
Zaczął nasłuchiwać czujnie, lecz głos się nie powtórzył, dało się jednak słyszeć cichutkie, uporczywe chrobotanie i jakby skrobanie.
„Myszy odprawiają wesele — pomyślał staruszek. — Oby zagryzły tego draba260...”
Z tym serdecznym życzeniem usnął i spał do promienistego rana. W pół godziny potem zjawił się u niego Adaś.
— Nic się nie działo w nocy, panie profesorze? — zapytał cicho.
— Nic nadzwyczajnego... Obudził mnie wprawdzie jakiś odgłos, ale może mi się tylko przyśniło. A potem harcowały myszy.