Adaś ujął drżącymi rękami stary, pożółkły i pomięty papier. Podszedł z nim do okna, aby ukryć wzruszenie. Rzucił okiem na podpis: „Kamil de Berier”. Tak, to ten list... Ten ważny list, o którym pisał ksiądz Koszyczek. Jakimiż drogami krążył ten kawałek papieru, aby po stu dwudziestu czterech latach wrócić w zakątki, skąd został wysłany przez umierającego człowieka! Habent sua fata libelli!298 — mówili Rzymianie o dziwnych losach książek. Mogliby rzec: Habent sua fata epistulae!299 Śmierć pisała tę epistołę, a ruchliwe życie podawało ją z rąk do rąk. Litery zblakły, papier przybrał żółtą barwę zgryzoty i troski, umarł człowiek, który ten list pisał, nie ma już dawno na świecie tego, do którego był pisany. A słowa listu, jak śpiące węże, obudziły się ze snu i zaczęły kąsać ludzkie serca. Przeszłość wychynęła z mogiły, wyszła o północy na nowy świat i poczęła straszyć jakimś krwawym wspomnieniem. Tajemniczą rzeczą jest list: może — na wszystko obojętny — zadać śmierć, zranić serce, strącić duszę w otchłań rozpaczy lub podpalić ją jasnym płomieniem radości, a serce uleczyć najcudowniejszym lekarstwem, znanym nieszczęsnemu człowiekowi — nadzieją.

Adaś patrzył na list zamglonym spojrzeniem.

— Czy to się da przetłumaczyć? — spytała panienka.

— Tak, tak... z pewnością... — odpowiedział bezwiednie. Nagle, jakby się ocknął, rzekł: — Proszę pani! Jestem cokolwiek znużony i nigdzie nie pójdę, z całą natomiast przyjemnością przełożę ten list w samotności. A pani niech sobie idzie...

— A czy ja tak mogę? — spytała niepewnie panienka.

— Ależ oczywiście! We dwoje będziemy sobie tylko przeszkadzali. Niech pani powróci za godzinę. Myślę, że za godzinę rzecz będzie gotowa. Czy pani ma słownik francusko-polski?

— Tu leży, przygotowany...

— Wszystko w porządku. Niech pani idzie, bo pani armia potopi się bez opieki.

Panienka zmrużyła oko i wedle wszelkich reguł powinna była w tym momencie zacytować słowa Czepca z Wesela Wyspiańskiego: „Pon mi razy dwa nie powi”300, lecz że panienki nie cytują w czasie wakacji słynnych powiedzeń, użyła przeto słów z własnego repertuaru:

— Strasznie panu dziękuję!