„Jest przekonany, że Francuz umarł... — pomyślał Adaś. — Och, co za opryszek!”

— Istotnie... Był z nami pewien Francuz, ale odjechał — rzekł żywy szkielet. — Co cię zresztą obchodzi Francuz? Dbaj o własną skórę. Gadaj prędko: powiesz czy nie powiesz?

— A jeżeli nie powiem?

— Zginiesz marnie. Jeżeli jednak powiesz, daję ci słowo uczciwego człowieka...

— Rozumiem. Dobrze... powiem panu o wszystkim, o czym wiem sam. Czy naprawdę mnie pan wypuści?

— Tak... tak... wieczorem... — mówił tamten z radością, której nie mógł ukryć. — Na razie rozwiążę ci nogi i trochę rozluźnię więzy na rękach, aby nie zwrócić uwagi. Wieczorem drzwi będą otwarte. Mów, mów prędko!

Adaś namyślił się głęboko i rzekł:

— Wierzę panu. Niech pan rozluźni sznury!

Chudy człowiek uczynił to bez namysłu. Adaś poczuł z niezmierną ulgą, jak krew zaczyna krążyć po zdrętwiałych nogach.

— Och! — westchnął z radością.