— Niczego się nie dowiedziałem, bo to jakiś podrzędniejszy diabeł.
— I nie ma pan żadnych nadziei?
— Prawdę mówiąc, żadnych...
— Nie wydostaniemy się stąd?
— Chyba cudem... Pan nie może się poruszyć, ja jestem związany, a drzwi zaparte mocno.
— Pan może krzyczeć...
— To się na nic nie zda. Kto mnie usłyszy? Nie ma co! Wybrał pan doskonałą miejscowość na swoją główną wojenną kwaterę. Czy tu nikt w pobliżu nie mieszka?
— W tym domu nikt. Dzierżawca tej ziemi mieszka daleko stąd, obok wsi... Za kościołem... Dom był opuszczony i wynajmowano go tylko na lato.
— A ze wsi nikt tu nie przychodzi?
— Boją się psów.