— Doskonale się wszystko składa! — zawołał Adaś z goryczą. — Będziemy dziękowali Bogu, jeśli ujdziemy z życiem.

— A może im wszystko wyjawić i za tę cenę...

— Ale co wyjawić? Gdzie są skarby? Może pan o tym wie, bo ja nie wiem...

— Nieszczęście... nieszczęście... Żeby ktoś dał znać policji... Ale to złudna nadzieja... Niech ich pan prosi! Niech im pan powie, że wyrzekam się wszystkiego i ucieknę stąd pierwszym pociągiem.

— Pieniędzy panu nie zabrali?

— Zabrali, ale niewiele. Mam pieniądze zaszyte w kołnierzu i czeki335 na warszawski bank.

— A te czeki panu zostawili?

— Nie wiedzą o nich, bo ukryte są w domu. W sieni336 na półce stoi jakiś garnek... W tym garnku je ukryłem wraz z dokumentami.

— To też wyborny schowek — mruknął Adaś. Po chwili jednak dodał miękkim głosem: — Bardzo pana przepraszam za moje rozdrażnienie... Niech mi pan przebaczy... I niech pan źle o mnie nie myśli...

— Ja nie tylko źle nie myślę — rzekł łagodnie Francuz. — Ja pana podziwiam, młody człowieku... A tej derki nigdy panu nie zapomnę. Uczynił mi pan wielkie dobrodziejstwo. To przecie pańskie okrycie?