— Nie — odrzekł Adaś cicho. — To ten człowiek przyniósł...

— Być może... być może... Ja niczego z polskiej mowy nie rozumiem, ale wiele potrafię odgadnąć...

Zamilkli obaj, gdyż obaj byli wyczerpani.

Adaś zamknął oczy i trwał nieruchomo. Nie spał, lecz nawiedziły go senne widzenia, co się z ciężkiego uprzędły mroku. Zdawało mu się, że pan profesor Gąsowski wciąż wygląda przez okno zatroskany i marszczy w zgryzocie pięknie sklepione czoło; że panna Wanda krąży po domu niespokojna i szuka, wciąż kogoś szuka... Ach! Cóż to? Skąd się w Bejgole wzięła jego matka? Widzi ją wyraźnie, jak załamuje ręce, jak podnosi je potem ku górze zrozpaczonym ruchem i zaczyna szlochać. Wzdrygnął się i otworzył oczy.

„Coś mi się majaczy... — pomyślał. — Przecie nie mam gorączki... Mama jest nad morzem i o niczym nie wie. Gdyby się dowiedziała, załamałaby naprawdę ręce”.

Nie wiedział, która godzina, i nie mógł tego dojść w żaden sposób; sądząc po wyzłoconej smużce światła, co pełzła pod drzwiami, dzień słoneczni się jeszcze w całej okazałości.

„A ten śpi — pomyślał, pochwyciwszy słuchem ciężki i nierówny oddech. — To zresztą najrozsądniejsze zajęcie. Spróbujmy jednak zająć się czym innym”.

Usiłował sięgnąć zgrabiałymi palcami do więzów na przegubie nóg. Poczuł pod palcami sznurek, lecz węzeł był zmotany tak mocno, że marzyć nie było można o jego rozplątaniu.

„Aleksander Macedoński337, który przeciął mieczem węzeł gordyjski338, nie byłby w tym położeniu dowcipniejszy339 ode mnie.

Och, Adamie! Nie jesteś w tej chwili mądrzejszy niż praojciec Adam w pierwszym dniu stworzenia. Tylko że w raju nie pachniało skisłą kapustą, a tu straszliwie pachnie... A może to nie kapusta? Może to moja kapuściana głowa? Zaraz... zaraz... Jak to mówią u Moliera340? Nie mogę sobie przypomnieć... Ten Francuz by wiedział, ale śpi... Pomyślałby, że oszalałem ze strachu, gdybym zaczął mówić o Molierze... Ach, już wiem: »A lichoż341 mi kazało na ten statek włazić!«342 Przygoda — piękna rzecz! Wyborna rzecz! Pod warunkiem, że bandyci są uprzejmi i nie rwą się do duszenia. Będę miał dość przygód na długi czas... I ja, i ten biedaczysko, Francuz... To jakaś pomylona okolica, w której się dzieją przedziwne awantury. Gilewicze wiedli boje z Niemczewskimi o kawał starego żelaza343, a Gąsowscy mają utrapienie ze skarbem”.