— Niech się pan przynajmniej oprze o ścianę... Och! Piorun uderzył gdzieś w pobliżu.
Burza ryknęła wszystkimi głosami, zbełtanymi i splątanymi. Szumy i poszumy, świsty i poświsty, bulgotania i mlaskania słychać było razem i na przemiany346. Wiatr nie huczał, lecz jadowicie chichotał, radując się zniszczeniem. A ponad wszystkimi głosami górowało jakby bolesne wycie. Jak mówi Słowacki: „I słychać jęk szatanów w sosen szumie”347.
„Jeżeli to tak długo potrwa, potopimy się jak szczury w norze...” — pomyślał Adaś zaniepokojony.
Zdawało się jednak, że wściekłość nawałnicy zelżała odrobinę. Tylko ulewa huczała nieprzerwanym, mokrym hukiem.
W tej chwili zadygotało w Adasiu serce: czy to ludzkie głosy słychać za drzwiami?
Wstrzymał oddech i zaczął nasłuchiwać. Ktoś uderzał gwałtownie we drzwi. Równocześnie ktoś krzyknął donośnie:
— Hej! Czy jest tam kto?
Głos obcy, świeży i donośny.
Adaś chciał się zerwać, lecz nie mógł tego uczynić, więc się tylko sprężył, zachwycił powietrza i począł wrzeszczeć:
— Jest! Jest! Na pomoc! Ratunku!