Zaczęli nasłuchiwać szumnych, jednostajnych pogłosów, z których od czasu do czasu wystrzelał piorun ognistą fontanną. Ulewa musiała być niezwykła, gdyż nawet w tej podziemnej, zacisznej kryjówce słychać było ogromne jej pluskanie. Znowu błysnęło potężnie.

— Oho! — zawołał Adaś strwożony. — Będzie nam mokro... Woda podpływa szczeliną pod drzwiami.

Zaczęła się sączyć najpierw cienkimi strużkami, jakby ktoś sobie rzewnie popłakiwał, potem coraz pośpieszniej i obficiej. Uczynił się z niej mały ponik344, co zaczął kaskadą toczyć się po schodach i rozlał się po ubitej ziemi w lochu.

— Jeszcze tego tylko brakowało... — mruknął Adaś. — Panie! — zawołał. — Woda nas zalewa!

— Nic nie czuję — odrzekł Francuz.

— Bo pan leży w kącie! Zaraz pan poczuje! Ależ leje!

O takiej straszliwej awanturze na niebiosach opowiadają w „kraju białej róży”345, w Finlandii: „Oho! Starsi z nieba wyszli, a dzieci się bawią!”. Zabawa zaczynała być straszna. Każda błyskawica oświetlała mętną kałużę w piwnicy, coraz to szybciej rosnącą. Adaś przegiąwszy się, dotknął palcami ziemi i poczuł wodę. Równocześnie krzyknął Francuz:

— Woda! Co robić?

— Nic... Czekać... Czy pan może wstać?

— W żaden sposób.