— Adaś! — zdumiał się ten straszliwy głos.
— Jezus Maria! — odkrzyknął Adaś. — Kto mówi?
— Burski! Staszek Burski! — zawyła figura, oświetlając własną gębę, aby ją Adaś mógł ujrzeć i uwierzyć. — Co to znaczy?
— Dowiesz się... Pan Bóg cię tu przysłał... — mówił Adaś, śmiejąc się i płacząc równocześnie. — Prędko, prędko! Tnij więzy!
Cztery postacie, co spadły wraz z burzą, oniemiały na chwilę, gdyż radosne zdumienie odebrało im głos. Teraz zawyły wdzięcznie wszystkie razem.
— Co się stało? — zawołał drżącym głosem Francuz.
— Jesteśmy ocaleni! — zakrzyknął Adaś. — Tam jest jeszcze jeden... Staszek, prędko, u Boga Ojca! Uwolnij tamtego!
Ponieważ jednej latarki było za mało, więc usłużne błyskawice raz po raz oświetlały mokrą norę.
Po pięciu minutach było po wszystkim. Burski otoczył ramieniem słaniającego się Adasia i prowadził go po schodach.
— Co z tamtym? — cichszym i ostrożnym głosem pytał Adaś.