— Panie Cisowski! — zawołał staruszek uroczyście. — Kto ma być pytany dzisiaj według twego proroctwa, ty fałszywy proroku?

— Kaczanowski, Ostrowicki i Wnuk — odrzekł chłopiec głośno.

Staruszek skoczył jak oparzony.

— Przeczytaj kartkę pana profesora — dodał Cisowski.

Kolega dzierżący dokument profesorski odczytał wśród straszliwej ciszy:

— Kaczanowski — Ostrowicki — Wnuk.

Ogromny kamień stoczył się z hukiem z trzydziestokrotnego serca łajdackiej klasy siódmej.

Staruszek był tak zdumiony, jak gdyby był świadkiem czarnoksięstwa. Patrzył na Cisowskiego z wyraźnym strachem. Powolnym ruchem wziął z katedry kartkę Cisowskiego i stwierdził, że jak trzy byki sterczą na niej owe71 trzy nazwiska. Spojrzał na klasę: klasa miała na gębach uśmiech od ucha do ucha. Jedni od lewego ku prawemu, inni od prawego ku lewemu. Spojrzał na Cisowskiego: ten się uśmiechał, ale nieznacznie, jak gdyby wcale nie chełpił się zdumiewającym zwycięstwem. Znać72 było jednak, że jest szczęśliwy.

— Czy pan profesor się gniewa? — zapytał bardzo ciepłym głosem.

— Człowieku! — wybuchnął staruszek. — To jest zdumiewające!