— A teraz jestem gotów, panie profesorze — dokończył Cisowski.
Staruszek jeszcze rozmyślał, potem zaczął mówić powoli:
— Po takim oświadczeniu mogę dać spokój wszystkiemu i o wszystkim zapomnieć. Skrucha maże grzech. Ostatecznie jesteście dobre chłopaki, chociaż wisielce... Jeżeli jednak pragniesz próby, zrobimy ją, aby cię przekonać, młodzieńcze, że ze mną nie tak łatwo. Zabawimy się. No?
— Jestem gotów, panie profesorze.
— Dobrze! — rzekł staruszek z mocą. — Kto z nas ma pierwszy napisać trzy nazwiska?
— Ja mam je już napisane.
— Oho! Masz już napisane?! Wybornie... Więc teraz ja je napiszę.
Widać było od razu, że pan profesor ma je też przygotowane i zapisane w pamięci. Chytrze jednak udał, że się głęboko namyśla i rozważa. Przewracał kartki w notesie, po dwie, po trzy, po dziesięć. Potem, niby utwierdziwszy się w wyborze, chwycił pióro i pisał. Cisowski nie odejmował wzroku z posuwającego się szybko pióra, kiedy zaś staruszek napisał trzecie nazwisko — odetchnął.
— Gotowe — rzekł staruszek. — Połóż swoją kartkę na katedrze, a ty z drugiej ławki... jak się nazywasz? — zresztą wszystko jedno! masz uczciwą twarz — weź moją kartkę. Nie czytaj. Trzymaj w ręku zwiniętą... Tak, dobrze. Panowie, zaczyna się przedstawienie!
Cała klasa siedziała zmartwiała w oczekiwaniu.