— Pokaż mi ten list! — zagrzmiał brat.
Przyjrzał się bacznie pismu i mówił:
— Nie to mnie dziwi, że pomieszał imiona... Mógł naprawdę zapomnieć. Wiatr hula po młodej głowie... Zastanawia mnie jednak szyk tych kilku zdań, porwany, krótki, istotnie jakiś sztuczny. I zastanawiają mnie te nierównej długości wiersze. Żaden prawie nie dociera do samego brzegu kartki i czym prędzej przenosi się na lewą stronę. Zazwyczaj piszący dociera ze swym słowem do brzegu, a skoro mu miejsca nie starczy, dzieli słowo i drugą jego część przenosi. Tak podobno czyniono za moich czasów. Ten młodzieniec jednak nie podzielił żadnego słowa. Zaraz!... Czuj duch! Dlaczego on tak uczynił?
— Musiał mieć w tym jakiś cel! — rzekł profesor z pośpiechem. — On zawsze ma jakiś cel!
Matematyk nie zwracając uwagi na okrzyk profesora, zagłębił się w dociekaniu.
— Twierdzicie uparcie, że to mądra głowa. Przyjmijmy to jako pewnik. Przeto mądra głowa, pisząc zamiast Bejgoła — Ejgoła, pragnie, aby na to zwrócono uwagę. Tak czy nie?
— Możliwie! Możliwe! A skądżeż znowu ta Maria?
— Przypuszczam, że Maria zjawiła się z tego samego powodu. Albo też nie! Maria musiała mu być potrzebna! Potrzebna, mówię! Jeśli nie cała, to przynajmniej... Tak, tak! — zakrzyknął z triumfem, powiewając listem. — Tak samo jak mu była potrzebna Ejgoła. „E” było mu potrzebne i „M” było mu potrzebne... Ależ to lis, to lis! Patrzcie i czytajcie pierwsze litery z góry ku dołowi.
Profesor czytał powoli i dobitnie:
Strzeżcie DOMU