— Mamy wielkie nowiny! — ogłaszał donośnym głosem. — Bardzo wielkie nowiny... Udało mi się poczynić niezwykłe odkrycie... Żadnej w tym nie ma mojej zasługi, gdyż więcej zdziałał przypadek. Nie jestem jeszcze pewny, lecz prawie pewny! Jeśli moje obliczenia nie zawiodły, mogę powiedzieć, że wielka tajemnica napoleońskiego oficera została wyjaśniona.

— Mów ciszej, młodzieńcze! — ostrzegł go „były matematyk”.

Adaś jednakże w zapale nie zwrócił wcale uwagi na roztropną przestrogę, gdyż mówił coraz głośniej:

— Znalazłem nowe dokumenty, o których istnieniu nikt nie wiedział.

— Gdzie je znalazłeś? — zapytał profesor.

— Podczas mojej wędrówki. Nie będę opowiadał, jak i gdzie, bo to nie ma znaczenia. Proszę państwa! Ja wiem, w którym miejscu oficer napoleoński zakopał to, co przyniósł ze sobą spod Moskwy.

— Nie może być! — zawołał profesor. — A może wiesz, co ze sobą przyniósł?

— Tego wiedzieć nie mogę. Dzisiaj o zmierzchu będziemy o wszystkim wiedzieli.

— Czemu dopiero o zmierzchu?

— Jasny dzień nie sprzyja podobnym sprawom. O zachodzie słońca poproszę panów, aby zechcieli udać się ze mną. Panie, niestety, będą musiały pozostać. Czeka nas robota gruba i ciężka.