— Owych ludzi było trzech, a my widzieliśmy tylko jednego. Gdzie są tamci? Przynajmniej jeden, naprawdę groźny, ów fałszywy malarz. Być może, że tamten szuka Francuza, być też może, że szedł jak cień za tym chudym, zwietrzywszy zdradę... Nie wiem! Dlatego proszę o spokój i rozpłakaną ciszę przez dwa dni. Ja tymczasem będę rozważał, gdyż czeka mnie trudne zadanie. A na koniec chcę bardzo serdecznie przeprosić panią, że śmiałem bez pozwolenia zabrać ze strychu ową skrzynkę... Zdaje mi się, że niewiele była warta, ale to wszystko jedno. I chociaż pan profesor pozwolił...

Pan profesor, zmarszczywszy brwi, począł sobie przypominać usilnie, kiedy wydał to pozwolenie, dobra zaś pani Gąsowska zachodziła w głowę, dlaczego ten przyjemny chłopak, prosząc o przebaczenie mamy, znowu patrzy na córkę, co jednakże wcale nie zdziwiło córki.

Nakazany przez Adasia smutek, cętkowany rozpaczą, zasnuł dom jak dym z zepsutego pieca. Profesor rozmawiał szeptem z bratem, który zaniechawszy matematyki, coraz częściej zaczął spoglądać na gwiazdy, słuszną tym budząc we wszystkich obawę, że zleciawszy z jednego konia, będzie usiłował wygramolić się na drugą kobyłę, tym razem astronomiczną. Panna Wanda jedynie nie mogła się nagiąć do pogrzebowego nastroju i trapiła pana profesora rozmowami na temat Adasia: a jaki on mądry, a jaki przystojny, a gdzie on może być, o czym on myśli? Pan profesor odpowiadał, jak umiał, zdumiony był jednakże niewypowiedzianie, kiedy uparta dziewczyna przyparła go do muru i bystrze patrząc mu w oczy, mówiła:

— Czy stryjaszek wszystko wie o swoich uczniach?

— Odnoszę wrażenie, że oni wiedzą o mnie sto razy więcej, ale coś niecoś wiem... O cóż idzie?

— O nic... Ja tak sobie... A o Adasiu stryjaszek co wie?

— A cóż mogę wiedzieć więcej, niż wiemy wszyscy?

— No tak... A czy stryjaszek nie wie przypadkiem... Mnie to wcale a wcale nie obchodzi i tylko tak sobie pytam, bo mi się nudzi... Czy stryjaszek nie wie, czy on się w kim kocha?

— Czy się kocha? A skądże ja mogę wiedzieć? Przecie mnie tego nie powie!

— Pewnie, że nie, bo o takich sprawach się nie mówi... Ale czy w szkole był kiedy smutny?