— Zawróć do Napoleona!
Była to rada dobra. Można było czasem, omijając zbyt trudne zawiłości, śmiałym przeskokiem w stronę Cesarza ocalić straconą pozycję. Należało, rozprawiając o edykcie nantejskim32, rzec ni z tego, ni z owego: „Napoleon byłby z tego wybrnął”. — „Tak myślisz? — wtrącał wtedy pan profesor. — A jak?” Dalej szło już gładko, a czas mijał. W tej chwili jednak zbawienna rada niewarta była funta kłaków. W zacnym profesorze obudziła się niezwykła czujność. Zawsze zdumione jego oczy były jeszcze więcej zdumione. Patrzył długo na zbuntowanego młodzieńca i dziwnie kręcił głową.
— Co znaczą twoje słowa, że „z tego dzisiaj nic nie będzie”? — zapytał ponuro.
— Bo ja nie jestem przygotowany — rzekł Kaczanowski z determinacją.
— Nie może być! — zakrzyknął pan profesor. — To niesłychane... Nic nie umiesz?
— Nic, panie profesorze...
— Uczciwie się przyznajesz?
— Najuczciwiej.
— Dlaczego? Bardzo proszę... Dlaczego?
— Bo ja...