Żelski, bardzo jeszcze czerwony i dyszący ostatnim podmuchem gniewu, usiłował przypomnieć sobie, jak wygląda uśmiech, co mu się wreszcie udało po kilku paralitycznych skrzywieniach poczciwej gęby.

— Jutro będziesz miał pióro! — dodał Adam, patrząc przenikliwie na Zbyszka. — Do jutra o tym ani słowa.

Klasa patrzyła na Adama podejrzliwie.

— On już wie, kto ściągnął94 to nieszczęsne pióro! — szepnął przyjaciel do przyjaciela.

— Więc czemu nie powie od razu?

— Musi mieć jakieś powody... Ale dobrze, że ci się nie pobili.

Przykra ta sprawa została zawieszona w powietrzu; udawano, że została zapomniana; do końca lekcji nikt o niej nie mówił. Po co? Adam zajął się nią, więc zostanie wyjaśniona.

Cisowski, potężny „jasnowidz”, uśmiechał się niefrasobliwie, jak gdyby nic się nie stało. Rozmawiał uprzejmie z siedzącym obok niego Burskim, dziwnie dzisiaj milczącym. Po ostatniej godzinie Adam rzekł do niego wesoło:

— Burski! Czy wracasz prosto do domu?

— Albo co?95 — zapytał tamten cicho.