— Nic. Odprowadzę cię.

— Jak chcesz! — rzekł Burski niechętnie.

Wyszli ze szkoły razem, nic do siebie nie mówiąc. Adam mieszkał w przeciwnej stronie miasta, uparcie jednak towarzyszył mrukliwemu koledze, który zaczął okazywać zniecierpliwienie.

— Dokąd ty właściwie idziesz? — zapytał szorstko, przystanąwszy.

— Do ciebie.

— Och! Po co?

— Mam ci coś do powiedzenia.

— A teraz... teraz nie możesz mi tego powiedzieć?

— Nie, bo to zawiła sprawa.

— Jak ci się podoba...