Panienka zmarszczyła czoło, jak gdyby miała wygłosić uczoną rozprawę i pragnęła to uczynić z wielką rozwagą.
„Jak ona ślicznie marszczy czoło” — pomyślał Adam.
Gdyby panience przyszedł do głowy dość nieprawdopodobny pomysł, aby ni z tego, ni z owego kopnąć stół, Adaś pomyślałby z zachwytem: „Jak ona ślicznie kopie stół”.
— Panie Adasiu — mówiła dziewczyna powoli — u nas na wsi dzieją się dziwne rzeczy...
— Oni mają wieś niedaleko Wilna145 — objaśnił profesor. — Od trzystu lat w naszej rodzinie... Mów dalej!
— Do niedawna nic nadzwyczajnego tam się nie zdarzało. Spokojnie było zawsze i cicho. Ani do nas nikt nie przyjeżdża, ani my nie jedziemy do nikogo... Wieś jest zapadła. Mamusia prowadzi gospodarstwo, a ojciec...
— Ojciec, to znaczy mój brat, bawi się matematyką — wtrącił głuchym głosem profesor. — Wyższą matematyką! — dodał ponuro. — Liczy i liczy, tylko nigdy się nie może doliczyć podatków. Matematycy mają zwykle hyzia146, rozumiesz? Ja historyk, brat matematyk... Nieszczęsna rodzina! Zresztą wszystko jedno... I cóż dalej?
— Przed pół rokiem zaczęły się dziać niezrozumiałe historie. Najpierw zjawił się jakiś Francuz i prosił, aby mu było wolno obejrzeć wnętrze naszego dworu.
— Pod jakim pozorem? — zapytał Adaś, pilnie słuchający.
— Coś o tym mówił, że pisze książkę i chciałby poznać stare domy.