— Francuz pisze książkę o starych domach? — zapytał Adaś. — Czy ojciec pani pozwolił?
— Oczywiście. Mnie wtedy nie było w domu, bo prawie przez cały rok mieszkam w Wilnie u krewnych. Ja chodzę w Wilnie do gimnazjum. Mamusia opowiadała mi jednak, że ten obcy zwiedził nasz dwór w bardzo dziwny sposób. Nie oglądał ani obrazów, ani makat, ani ścian... Niczego nie oglądał, tylko pilnie badał wszystkie drzwi.
— Drzwi? — zdumiał się Adaś.
— Wariat! — rzekł pan profesor. — I we Francji wariatów nie brak. Przecie nie pisze książki o drzwiach?
— Matka opowiada, że nieznacznie wydobył z kieszeni jakieś ostre narzędzie i zaczął skrobać jedne drzwi w pokoju ojca. Stropił się bardzo, gdy to zauważono, i pożegnał się szybko.
— Nie powrócił?
— O, nie, ale po pewnym czasie zjawił się nieznany jegomość, jakiś ajent147 czy pośrednik, i oświadczył, że ktoś, komu się bardzo podoba nasza okolica, pragnie kupić nasz majątek. Zaofiarował znaczną sumę. Tatuś mówi, że wszystko razem, z martwym i żywym inwentarzem148, niewarte jest nawet połowy tych pieniędzy. Śmiał się i dodał, że nawet z nim razem.
— A co zrobił?
Panienka uczyniła „smutną twarz” i rzekła „boleśnie”:
— Wziął go za kark i wyprowadził za drzwi.