— A pan?

— Proszę mówić ciszej! Ja będę się starał schwytać ten ludzki cień...

— Nie, nie! — niemal krzyknęła dziewczyna zdławionym głosem.

— Ciszej, ciszej, na Boga!

— Ja nie pozwolę!

Adaś posłyszał sercem szelest łez opadających z tych słów.

— Nie ma innej rady... Proszę się nie obawiać... Nic mi się nie stanie... Jeśli go nie schwytam, to przynajmniej zobaczę go z bliska. Dowiemy się od razu, co się za tym kryje, a kryje się coś bardzo niedobrego.

— Nie, nie... — omdlewającym głosem, nabrzmiałym od serdecznej, strwożonej prośby szeptała dziewczyna.

Adaś poczuł jej rękę na swojej ręce. Drgnął i przymknął oczy, opamiętał się jednak w tej chwili.

— Panno Wandeczko — szepnął gorąco. — To nic wielkiego... Jestem starym harcerzem... za chwilę będzie po wszystkim.