— Gdzie ja jestem? — szepnął cichutko.

— W domu, chłopcze najmilszy, w domu — odpowiedział prędko pan profesor. — Rozbili ci głowę, ale Wandzia cię przyniosła.

W pierwszej chwili pojął mętnie, pomieszawszy zasłyszane wyrazy, że Wandzia rozbiła mu głowę z niewiadomego powodu i w niewiadomym celu. Zaczął się zastanawiać głęboko nad tym niepojętym zdarzeniem i zapytał z cichą goryczą:

— Czemu to Wanda zrobiła?

— Musiała! — zawołał pan profesor. — Czy miała cię zostawić ogłuszonego wśród lasu i wśród nocy? Wzięła cię na plecy, dzielna dziewczyna, i przywlokła tutaj, sama ledwie żywa.

— Tak... tak... — szeptał Adaś. — Ale czemu rozbiła mi głowę?

— Chłopcze! — krzyknął przerażony staruszek. — Ty majaczysz... Ona cię przyniosła, a ogłuszył cię kto inny: zbrodniarz!

Adaś pomyślał mętnie, że to bardzo ciekawe wiadomości. Uspokoił się i dumał przez długą chwilę, łypiąc powiekami190. Tymczasem szum w głowie, spowitej bandażami, zaczął ucichać i oddalać się jak szum wielkiej wody.

— To ja tu dawno leżę? — zapytał z odrobiną zdumienia.

— Od wczoraj... W tej chwili jest południe.