— Aha!

Spojrzał znacznie przytomniej; zdawało mu się, że sprzed oczów ustępuje jakaś powiewna mgła; zaczął widzieć wyraźniej.

— Pan profesor tak przy mnie siedzi? Długo?

— Wszyscy byliśmy przy tobie, wszyscy. Przez całą noc, biedaku... Myśleliśmy, że cię zabili... Ale już dobrze, już dobrze... Ogłuszono cię tylko czymś ciężkim...

— I Wandzia mnie przyniosła? Co robi Wandzia?

— Teraz śpi, a przedtem płakała.

— A pani Gąsowska?

— Także śpi i także przedtem płakała.

— A pan Gąsowski?

— Dotąd ryczał, a teraz na szczęście ucichnął. Ale nie męcz się! Głowa szybko się zagoi, ale trzeba uważać. O drogi Piotrusiu! Przez nas spotkało cię nieszczęście! Nigdy sobie tego nie przebaczę, nigdy! Czy bardzo cię boli?