— Szukam Francuza i nie mogę go znaleźć. A za wszelką cenę muszę mieć Francuza.

W tej chwili panna Wanda ukazała się w otwartym oknie.

— Idziemy, panowie! — zawołała tajemniczym głosem.

— Dokąd?

— Na strych, na strych! Panie Adasiu, jazda! Stryjaszku!

— Pójdę z wami — rzekł profesor — ale pod jednym warunkiem.

— Pod jakim?

— Abyście mnie tam, jako starego grata, nie pozostawili wśród rodzinnych gratów.

6. W mrokach tli się światełko

Spojrzeli bezradnym wzrokiem na stosy gratów zapełniających strych. Kilka wieków chyba, odchodząc w wieczność, składało tutaj śmiecie i rupiecie. Wielki pisarz francuski Balzak218, który w powieści Jaszczur genialnie opisał skład starożytności, wygramoliwszy się z trudem na ten strych (bo był wcale gruby), opuściłby ręce. Nikt nigdy nie wiedział, dlaczego chowa się na tym strychu skorupy naczyń lub dziurawe żelazne garnki. Każde pokolenie żywiło nadzieję, że ułomna noga zydla219 przyda się do jakiegoś nieznanego celu pokoleniom przyszłym. W tym samym dobrotliwym zamiarze następne pokolenia składały dla przyszłości kiepsko złocone ramy lub madejowe łoże, które się zapadło pod opasłym członkiem rodu. Największy podziw budziły zwisające z krokwi uschłe badyle, a wśród nich zapomniany wianek czosnku. Odwieczne babki suszyły najdziwniejsze zioła, potem umierały, zapomniawszy o tej aptece. Dziwne to było zaiste, że owa babka, która nie zdążyła zdjąć ze strychu owego czosnku, nie powracała w nocy, aby w jakiś groźny sposób dać znać prawnukom, że na strychu wisi skarb: wianek pożytecznego czosnku, leczącego astmę, obolałe dziąsła, zwapnienie żył, świerzb, ból zębów, burzliwość żołądka, a zmieszany z sokiem rozchodnika220 — nawet lekkie pomieszanie zmysłów.