Po kolei podnosili ciężkie wieka, raczej dotykiem rąk niż wzrokiem badając, co zawiera potężne brzucho kufra.

— W tym są jakieś szpargały! — zawołał Adaś. — Szkoda, że nic nie widać...

— Skoczę po świecę — rzekła dziewczyna.

— Niech cię Bóg broni! — krzyknął profesor. — Czy chcesz spalić dom ojców swoich? Wcale nie trzeba świecy, gdyż tak wyrżnąłem głową w dach, że przez chwilę miałem po siedem świeczek w każdym oku. Zniesiemy te szpargały... Dużo tego jest?

— Strasznie dużo.

— Niech Piotruś podaje tobie, ty podawaj mnie, a ja będę je zrzucał na dół.

— Proszę uważać, panie profesorze, aby pan na dole kogo nie zabił, bo to okropnie ciężkie.

Przez trzy godziny pracowali gorliwie i z pełnym kurzu zapałem. Waliły się na dół księgi, stare gazety, papierzyska pozszywane grubym sznurkiem, zwoje i sterty. Ogromny stos dymił odwiecznym kurzem. Przerażone pająki biegały w gniewnej, jadowitej furii. Wreszcie odkrywcy, umorusani i zlani potem, zleźli po drabinie na ziemskie padoły222, gdzie ich przywitał ryk Iwa.

— Czyście poszaleli?! — wołał matematyk. — Co to jest?

— Zakurzona mądrość! — odrzekł profesor. — Dzieje wieków... Księgi skazane zwyczajem ojczystym na wygnanie i złożone na wieczny sen obok koryta do pośmiertnej ablucji223 wieprzów. Czy ci nie wstyd, brodaty człowieku? Przecie to książki! Przecie każda książka jest żywym stworzeniem... Każda ma duszę i każda ma serce.