Matematyk uśmiechnął się złośliwie jak szatan i wzruszył ramionami na znak, że rozmowy z ludźmi pomylonymi uważa za stratę czasu.
Zmurszałą, zakurzoną i pożółkłą z rozpaczy zdobycz, po pobieżnym przeglądzie, podzielono. Złożono osobno roczniki gazet, stare kalendarze224, które już nie mogły mieć wpływu na losy świata, i książki, o których można było sądzić „na oko”, że w nich szlocha nieszczęśliwa miłość. Adaś bystrym wzrokiem wyławiał ze sterty nie druki, lecz foliały zapisane ludzką ręką. Odkładał je na stronę, a obok nich pożółkłe dokumenty, na których widoczne były czerwone plamy pieczęci. Stary historyk wydawał gniewne pomruki ze zgrozy i z oburzenia.
— Ja nic o tym nie wiedziałem — tłumaczył się przed Adasiem. — Myślałem, że to jest w poszanowaniu... Matematycy są zakałą świata... Gdzie to umieścimy?
— W moim pokoju — rzekł Adaś.
We dwóch przenieśli zapisaną dawność do pokoiku nad ganeczkiem i ułożyli starannie.
Przez kilka następnych dni Adasia widywano jedynie przy posiłkach. Jeśli tajemniczy człowiek, śledzący dom, czynił to nocą, musiał widzieć przez kilka nocy światełko na poddaszu. Adaś wlazł w przeszłość jak łakomy bąk w kielich nasturcji. Brodaty matematyk, dowiedziawszy się o tym, rzekł przy obiedzie:
— Obawiam się o rozum niektórych osób, przebywających w tym rozsądnym dotąd domu... Umywam ręce!... Nie biorę za to odpowiedzialności! Niejaki Donkiszot225 utracił piątą klepkę wskutek czytania idiotycznych książek. Czy mój brat słyszał kiedy o tej przygodzie pomylonego rycerza? Skoro tak, niech ostrzeże swoich niedoświadczonych, młodych przyjaciół. Powiedziałem!
Pan profesor nie odpowiedział równie złośliwie jedynie dlatego, że jadł właśnie kurczę; niewinne to stworzenie posiada tę właściwość, że łagodne za życia, mści się po zgonie w ten sposób, że ni stąd, ni zowąd staje człowiekowi kością w gardle. Spojrzał jedynie na brata matematyka takim wzrokiem, że tamtemu powinna posiwieć z trwogi broda. Być może, że nawet posiwiała, lecz pod czernidłem nie można było tego dojrzeć.
Adaś nie zwracał na nic uwagi, najmniej zaś na nieszkodliwe zwady braci. Krążył po Elizejskich Polach, na których zamiast asfodelów226 kwitły dawne historie. Snuł się po gąszczu, wypatrując wśród tłumu widm jednej postaci: Francuza. Nie znalazł go jednakże. Przewertował kilka pamiętników, kilka diariuszów227, spisywanych nieporządnie i cudacznym stylem, w których oznajmiano zdumionej przyszłości, że żyto wyprzało, a raki poogryzały ogony karasiom w stawie. Wśród zbutwiałych szpargałów najwięcej było domowych rachunków, przepisów kuchennych i wybornych recept na bolenie w kiszkach lub wątrobie. Mało ceny miały dla niego i obszerne wiadomości, jak się przyrządza „sos Marysi gustem” lub jak się połyka „ostrzygi”. Przejrzał już większą część zdobyczy na strychu i melancholijnie spozierał na kilka pozostałych rękopisów.
— Nic pan Adaś nie znalazł? — zapytała panna Wanda.