— Trzymaj go! — zawołał zduszonym głosem. — Włamał się?

— Nie! — szepnął Adaś. — Mam, ale nie tego. Niech się pan profesor okryje... Przepraszam za obudzenie, ale nie mogłem wytrzymać... Proszę się położyć, a ja jutro wszystko opowiem.

— Za nic, za nic... — mówił profesor gorączkowo. — Do jutra daleko! Gadaj mi zaraz!

— Już po północy — szepnął Adaś.

Widać było, że się słabo broni, że ma niezmożoną ochotę podzielenia się „wielką wiadomością”.

— Gdzie go wyłowiłeś? Siadaj, chłopcze... Ja się położę, a ty opowiadaj. Więc był jakiś Francuz w tym domu?

— Nawet dwóch! Jeden stąd wywędrował po krótkim pobycie, a drugi został.

— Został? Jak? Gdzie?

— Na cmentarzu. Umarł w tym domu...

— Wielkie nieba! Kiedy?