— W roku 1813 — rzekł Adaś z powagą.

— Żołnierz z Wielkiej Armii232? — zapytał profesor z gorącym zdumieniem.

— Tak.

Staruszek uderzył się dłonią w czoło.

— O głowo, nikczemna głowo! — zawołał. — Gdy mnie pytałeś o nasze francuskie koligacje, coś mi się majaczyło, coś mi się przypominało. W tej chwili dopiero, kiedy mnie naprowadziłeś na wyraźny ślad, przypominam sobie jak przez mgłę, że mi ojciec pokazywał jakiś zapadły grób, w którym wedle legendy pochowano jakiegoś Francuza. Tak, tak!... Miałem jednak wtedy siedem czy osiem lat... Zapomniałem... Ale skąd tobie przyszło na myśl, że przez ten dom przewinął się Francuz?

— Bo i teraz pokazał się Francuz na widowni. Pomyślałem, że musi być w tym jakiś związek.

— I jest?

— Jeszcze nie wiem. Na razie to jest pewne, że w samym początku roku 1813 dwaj żołnierze napoleońscy, wlokący się od Moskwy, dotarli do tego domu. Znalazłem wśród papierów coś w rodzaju pamiętnika księdza Jana Koszyczka...

— Moja babka była z domu Koszyczkówna. Ha!

— Ksiądz ten rezydował zapewne na starość u krewnych. Wiem z jego pamiętnika, że robił tabakę233 i spisywał, co widział. Pisał piąte przez dziesiąte...