— No, ja już muszę jechać — westchnęła dziewczyna otwierając drzwi windy, nad którymi świetlny napis głosił: „Prezydent czuwa nad spokojem i bezpieczeństwem wszystkich ludzi w Celestii”.
— Chodź z nami, a może dowiesz się nowej sensacji — zatrzymał reporterkę Dean.
— Nabierasz mnie. Ja naprawdę muszę jechać do domu… Nie pojechała.
Naradzając się nad sposobem nawiązania łączności z Lunowem, zbliżali się do budki telefonicznej. Bez słowa rozsunęli drzwiczki i stanęli wewnątrz wszyscy troje. Kruk wybrał odpowiedni numer, Roche ujął słuchawkę. Próbowali kilkakrotnie. Głęboka cisza była jedyną odpowiedzią.
— Nie ma co — Dean opuścił ręce. — Połączenie jest przerwane.
— Myślicie, że celowo? — zapytała Daisy.
— No, oczywiście. To ma związek ze strażą przed kabiną w obserwatorium. I pewnie z wieloma innymi posunięciami. Rusz reporterskim konceptem, jak się porozumieć z profesorem. Wierzę w ciebie — półżartem zakończył Kruk.
Roche spoważniał:
— Ja widzę tylko jeden sposób.
— Ja również — rzuciła Daisy, która nie chciała, by spryt jej wlókł się w ogonie narady.