— Więc? Dzwonić do niego o pozwolenie jazdy? Odmówi. Będzie to samo, co z zamkniętymi drzwiami do pracowni Lunowa. Chyba że ty, Ber, rozmówisz się.
— Nie. Pojedziemy wprost na stację pojazdów rakietowych.
— Zachowujemy się jak włamywacze — zauważyła Daisy.
— Może to i przyjemnie raz w życiu zabawić się w złodzieja — uśmiechnął się Bernard.
— A pewnie. Trzeba wszystkiego zakosztować. No, to wsiadamy.
Podbiegła do małych drzwiczek windy i nacisnęła guzik. Odruchowo rzuciła wzrokiem na małą czerwoną lampkę umieszczoną nad drzwiami. Jeszcze raz gwałtownie nacisnęła guzik, lecz i tym razem lampka nie zapaliła się.
Bernard zbliżył się do dziewczyny i chwilę manipulował przy guzikach. Wreszcie zawyrokował:
— Nie pojedziemy. Winda wyłączona.
— A nie możesz włączyć?
Bernard rozsunął nieduże drzwi wiodące do przyległego pokoju. Daisy i Dean pośpieszyli za nim. W rogu podłogi, pod portretem prezydenta znajdowała się kwadratowa klapa.