Bernard otworzył kluczem małe drzwiczki. Weszli w wąski, słabo oświetlony korytarz.
Podłoga była tu płaska, gdyż korytarz wiódł nie wokół osi, lecz w poprzek, ku bocznej ścianie Celestii.
Wkrótce stanęli pod długą drabiną, biegnącą pionowo w górę. W suficie widniała okrągła klapa włazu.
Bernard cofnął się parę kroków i lekko odbił się od ziemi. Ciało jego uniósł się w górę nieznacznie wygiętym łukiem i po sekundzie dotarło do szczytu drabiny. Kruk zręcznie chwycił się szczebli lądując pod sufitem.
Nacisnął guzik obok włazu. Klapa odsunęła się.
— Ależ z ciebie wspaniały skoczek! — zawołała Daisy. — Ile ten poziom ma metrów?
— Pięć — odpowiedział konstruktor wchodząc po drabinie w otwór włazu.
— No, uwaga! Teraz ja podskoczę! Ojej!
Daisy odbiła się od podłogi za słabo i zbyt blisko drabiny tak, iż wpadła na nią już na wysokości 3 m od ziemi. Gdyby nie to, że wysunęła przed siebie ręce i szybko uchwyciła się metalowych prętów, niefortunny skok mógł zakończyć się potłuczeniem. Mimo niedużego ciężaru ciała na tym poziomie, masa jego nie uległa zmianie i zetknięcie się z twardymi szczeblami drabiny przy znacznej prędkości ruchu nie należało do bezpiecznych.
— Tu nie wolno tak skakać, jak się komu podoba — zdenerwował się Roche. — To nie dolne poziomy. Trzeba mieć wprawę.