— Niebo się kręci! — zdziwiła się Daisy.
— To nie niebo, lecz Celestia się obraca — odrzekł z uśmiechem Dean.
— Ale dlaczego wokół Gwiazdy Dobrej Nadziei?
— Oś Celestii skierowana jest wprost w jej kierunku, tak iż powstaje złudzenie, że całe niebo obraca się wokół prostej, łączącej nas z układem Alfa Centauri, zwanym Gwiazdą Dobrej Nadziei.
— No, szkoda czasu! — rozległ się głos Bernarda. — Dean, ty pierwszy schodzisz! Za tobą Daisy, a potem dopiero, gdy nie starczy liny, ja!
Roche znikł w otworze, a po chwili i dziewczyna usiadła na jego brzegu. Pod nią widniał wąski pomost otoczony poręczą. Ostrożnie opuściła nogi.
— Nie bój się. Chwyć za poręcz i chodź do mnie! — usłyszała znów głos Roche'a. Rozejrzała się na obie strony. Pomost podnosił się gwałtownie łukiem ku górze, tworząc pierścień wokół kilkunastumetrowej wieży, u której szczytu majaczył wielki grzyb miotacza.
Daisy uczuła skurcz w okolicach żołądka. Nad nią w odległości kilku metrów stał na pomoście Dean. Ciało jego znajdowało się w jakiejś niewiarygodnej, niemożliwej w normalnych warunkach pozycji, niemal głową w dół.
— Dean, co ty robisz?
— Dziwisz się, że chodzę jakby po suficie — roześmiał się astronom. — Ty w tej chwili wyglądasz tak samo, gdy patrzę z mojego miejsca. Pomost otacza oś Celestii, więc w każdym jego punkcie kierunek pionowy biegnie od osi ku krawędzi świata. Podejdź do poręczy i chodź do mnie!