Znalazłszy się w centrum zwierciadła radioteleskopu astronom zgasił reflektor, zapalił go, po czym szybko zamigotał światłem.

Powtórzywszy sygnał kilkakrotnie Dean ruszył w powrotną drogę. Po paru minutach dotarł do niebezpiecznej belki i usiadłszy na niej okrakiem posuwał się ku wieży. Wkrótce osiągnął drabinkę.

— Daisy, coś ty mówiła? — rzucił pytanie wspinając się po szczeblach. W głosie jego brzmiało zdziwienie i jakby niepokój.

— Ja? Kiedy?

— No, przed chwilą! Chyba ty, bo któż by inny? Gdy byłem po tamtej stronie zwierciadła, słyszałem wyraźnie twój głos.

— Musiało ci się zdawać — wtrącił Kruk. — Wykluczone, abyś będąc wewnątrz zwierciadła, oddzielony od Daisy i mnie jego siatką, mógł coś słyszeć. Kosz ten nie przepuszcza fal radiowych tej długości.

— Masz rację. A ja jednak słyszałem wyraźnie głos kobiecy — upierał się astronom. — Trzy razy powtórzyła to samo.

— Co takiego?

— Trochę mnie nawet zdziwiło, bo to takie jakieś… Wyraźnie słyszałem głos kobiecy, podobny do głosu Daisy. Mówiła coś w tym rodzaju: „Halo CM! Czy słyszysz? Odpowiedz!” I tak ze trzy razy. Więc ja wołam do Daisy: „Co się stało?!” Bo już się przestraszyłem, że coś złego.

— Mówisz, że powiedziała CM? A może CM-2?