— Taak. Skąd wiesz?

— A to dziwna historia… — odrzekł Bernard zmienionym głosem. — I co było dalej?

— A nic. Cisza. Dopiero po jakichś dwu minutach znów ten sam głos: „Uwaga! Za godzinę na tej fali”. Znów tak trzy razy i cisza.

— I nic więcej?

— Nie. Już nic więcej.

Dean dotarł do cylindra nad wieżą i rozmowa się urwała.

Szybko podszedł do małej skrzynki i wyciągnął z niej długi przewód z wtyczką. Po chwili w słuchawkach hełmu Bernarda rozległ się cichy trzask. To Dean przełączył się na telefon.

Zapanowało milczenie. Ciszę przerywał tylko przyśpieszony oddech konstruktora, który zmęczył się pomagając przyjacielowi wspinać się po drabinie. Daisy zamarła w oczekiwaniu. Żaden jednak dźwięk nie dobiegł jej uszu. Czyżby telefon nie działał?

Upłynęła długa chwila. Nie mogła wytrzymać narastającego napięcia.

— Dean, dlaczego milczysz?! — zawołała.