— Cooo? Halo! Panie Kruk! Jak się pan czuje? Witam! Witam mistrza mego syna! Jak widzę, siły szybko wracają — zawołał wesoło, podchodząc do łóżka. — Proszę się jednak jeszcze nie podnosić. Zaraz przyjdzie pielęgniarka i zrobi zastrzyk wzmacniający, to zobaczymy.
— Doktor Bradley! — ucieszył się Bernard. — To panu zawdzięczam życie? — gwałtownie chwycił lekarza za rękę i patrząc mu z niepokojem w oczy zapytał: — A co z nimi?
— Żyją! — uśmiechnął się znów lekarz. — Choć trzeba przyznać, że z tym młodym… jak on się nazywa?…
— Roche…
— Tak. Roche. Z nim było ciężko, ale jakoś się udało.
— Więc jednak zdążyli? — odetchnął Bernard.
— Tak. Wracając do pańskich słów, muszę jednak stwierdzić, że nie tyle pomocy lekarskiej, co systemowi instalacji tlenowej w skafandrze oraz szybkiemu przybyciu pogotowia zawdzięczacie życie. Jedynie stan Roche'a wymagał skomplikowanych zabiegów.
— On najwcześniej z nas został pozbawiony pełnego dopływu tlenu.
— Tak przypuszczałem — pokiwał głową lekarz. — Kilkanaście, a nawet kilka minut dużo tu znaczy. Ale nie decyduje, gdyż największą rolę odgrywa indywidualna wytrzymałość na niedostatek tlenu.
— Jak długo pozostawaliśmy bez powietrza?