Skupił myśli szukając dogodnego punktu zaczepienia.
— No, cóż, mój chłopcze — odezwał się znów Summerson. — O czym tak rozmyślasz?
— Rozmyślałem nad tym — rozpoczął z wolna Bernard patrząc prosto w oczy Summersona — komu zależało na naszej śmierci.
Na twarzy prezydenta odbiło się zdziwienie.
— Nie rozumiem. O czym pan mówi, mój chłopcze?
— Czy nie wie pan, że zostaliśmy zamknięci na zewnątrz?
— Wiem o tym, ale nie widzę przyczyny świadomego działania. Mógł to być przypadek.
— Dziwny przypadek, gdy otwarte drzwi same się zamykają, radiowe zaś i telefoniczne połączenia z Celestią zostają przerwane.
— Tak. Przyznam, że to bardzo podejrzanie wygląda. Zwłaszcza gdy jest się wyczerpanym nerwowo.
— To nie przywidzenia, panie prezydencie. To są fakty.