— Niech się pan, konstruktorze, nie denerwuje. Ja również pomyślałem o tym, że mogła to być próba morderstwa, i natychmiast wydałem dyspozycje Godstonowi. Sprawa jest już w rękach policji i mam nadzieję, że za kilka godzin otrzymamy pierwsze wyniki. Nie przesłuchano jeszcze pana z uwagi na pański stan, niemniej dużo światła rzuciła ta młoda osóbka, która z wami razem była na zewnątrz. Ona jeszcze najlepiej przetrwała waszą przygodę i już pół godziny temu złożyła zeznania.
— Daisy? — ożywił się Kruk. — Co ona powiedziała? Na twarzy prezydenta pojawił się na moment uśmiech zadowolenia. Bernard zacisnął nerwowo dłonie. Zrozumiał, że dał się sprowokować.
„1:0 dla niego — pomyślał. — Musisz się wziąć w garść, Ber”.
— Nie wiem, co powiedziała ta młoda reporterka, gdyż nie ja, lecz moja policja prowadzi dochodzenia, ale z pewnością podała te same fakty, które podałby pan…
Prezydent powiedział to tak, że nie wiadomo było, czy ostatnie słowa rozumieć należy jako twierdzenie, czy jako pytanie. Bernard usiłował ukryć zmieszanie.
— Z pewnością — odpowiedział, lecz wydało mu się, że ton jego głosu nie był zbyt właściwy.
— Ja jednak uważam, że to był tylko zbieg okoliczności — ciągnął prezydent uśmiechając się przyjaźnie do Bernarda. — Spróbujmy przeanalizować krytycznie fakty, które przytoczyłeś, mój chłopcze, przed chwilą. A więc, weźmy radio: o ile się orientuję, jest ono nieczynne od przeszło tygodnia. Między innymi dlatego odmówiłem wam, gdyście chcieli polecieć na zewnątrz pojazdem rakietowym.
— Więc nie chodzi tu o zakłócenie obserwacji? Bernardowi wydało się, że odzyskuje grunt do ataku.
— Mówię: między innymi — sprostował prezydent. — Gdyż głównym powodem, jak powiedziałem wówczas, było to, iż działanie silników w polu obserwacji radioteleskopu powoduje poważne zakłócenia. Tak więc radio nie było wyłączone specjalnie z chwilą, gdy znaleźliście się na zewnątrz, lecz jest nieczynne od dawna. Podobnie, o ile mi wiadomo, telefony też nie działały w chwili, gdy opuszczaliście świat. A pan jak sądzi?
Bernard zrozumiał, iż jest specjalnie prowokowany, aby wspomniał o rozmowie z Lunowem. Tym razem jednak miał się na baczności.