— Powiedziałem prawdę. A śmierci się nie boję. Stary jestem…

— Idziemy.

— Można o coś zapytać? — poprosił Bradley.

— Nie ma czasu!

— Czy wy… zabijecie ich?

— Nie, profesorze.

Na trzykrotne hasło latarki odpowiedziało kilka takich samych błysków. Kierujący akcją Cornick spojrzał na Bradleya.

— Niech profesor nas prowadzi.

Światło nie zapalało się. Szli poprzez szeroki, długi korytarz, mijając szereg drzwi separatek szpitalnych. Na końcu korytarza Cornick ujął profesora za rękaw i szepnął podając latarkę:

— Pan pójdzie pierwszy świecąc. Wejdzie pan do pokoju chorych, jak gdyby nas w ogóle nie było. Proszę świecić tylko prosto przed siebie.