— Gdyby nie Arnold Bradley, nie wiedziałbym nic chyba do tej pory.
— Przecież już było światło. Dzwonek nie działał?
— Przecięli przewody. O, to była akcja dobrze przemyślana.
— Winszuję — powiedział prezydent kpiąco. — Ale sądzę, że w odpowiedzi pokażesz mi waszą sprawność. Ja na to czekam. I żądam! Aha, czy tego dokonali ludzie Greena, czy też… -Summerson urwał w pół zdania.
— Trudno powiedzieć. Wyglądało na robotę Agro, ale wyniki wstępnych dochodzeń prowadzą w innym kierunku.
— To znaczy — dokąd?
— Do tego samego źródła, co w zajściach sprzed dwóch dni. Prawdopodobnie działała tu banda Nieugiętych.
— Wyłączenie światła było przypadkiem czy sabotażem?
— Bezwarunkowo sabotażem.
— Czy sprawca został ujęty?